poniedziałek, 18 lutego 2013

Rozdział 8!



Każdy poszedł w swoją stronę przebrać się i rozgrzać. Po 10 minutach powoli zbieraliśmy się na torze. Postanowiliśmy jeździć trójkami. Na pierwszy ogień puściłam chłopaków. Wzięłam pilota od taśmy i stanęła obok startu. Od razu przypomniała mi się sytuacja sprzed kilku dni z seniorami. Zrobiło mi się przykro, ale przezwyciężyłam to uczucie i zaczęłam krzyczeć: 3!2!1! START! Oglądałam jak ta trójka jeździ razem, ale jednak przeciwko sobie. Nigdy nie miałam tej możliwości, widziałam tylko jak jeżdżą w parze na meczu. Dzisiaj podziwiałam ich towarzyską walkę. Po drugim okrążeniu można było zauważyć, że Adrian jedzie słabiej. Bieg wygrał Bartek. Ze śmiechem zaczęłam skandować jego imię:  Bartek Zmarzlik, Bartek! Wszyscy chłopacy zaczęli się śmiać. Gdy wsiadłam na motor zobaczyłam, że dołączył do nas Łukasz Kaczmarek. Zaprosiliśmy go do naszych ‘zawodów’. Teraz wszystko wyglądało tak jak na prawdziwym meczu. W tym biegu sędziował Michael. Zaczął odliczać: Tre! To! En! start! Wszyscy się domyślili, o które liczby chodziło, ja tylko zaśmiałam się pod nosem z pomysłowości Duńczyka. Sekundę później taśma poszła w górę i pojechaliśmy. Na początku jechałam jako ostatnia, ale już pod koniec pierwszego okrążenia udało mi się wyprzedzić Adriana. Po trzecim okrążeniu wskoczyłam na drugie miejsce, zostawiając Sówkę i Kaczmarka z tyłu. Bartek przyjechał pierwszy, w końcu nie miałam możliwości pokonania tak dobrego zawodnika.
Byłam z siebie dumna, zresztą juniorzy też byli pod wrażeniem. Gdy zsiadłam z motoru zauważyłam, że wszyscy chłopacy stali w zwartym kółku i o czym ze sobą rozmawiali. Zdenerwowałam się, bo zaczęli się zachowywać zupełnie tak samo, jak zanim się pogodziliśmy. Powoli zaczęłam się do nich skradać, chciałam usłyszeć, o czym tak dyskutują. Gdy byłam jakieś 3 metry od nich i prawie rozumiałam, o czym  rozmawiają, potknęłam się o pilota. Wszyscy jak na komendę odwrócili się i… zaczęli na mnie biec! Nie zdążyłam nawet podnieść nogi do ucieczki, bo byłam już w powietrzu. Juniorzy zaczęli odliczać. Na zero wszyscy wypchnęli mnie w powietrze, tak samo jak zawsze robią z żużlowcem, który wygra jakiś ważny bieg, często decydujący o losach całego meczu. Gdy wreszcie posadzili mnie na ziemi zaczęłam się śmiać. Trochę się uspokoiłam, więc Łukasz powiedział:
-Miałaś minę, jakbyś myślała, że biegniemy się zabić!
-Jeszcze się mi dziwisz? Tak to wyglądało! Rzuciliście się na mnie, jakbyście grali w rugby, a ja bym była piłką! – powiedziałam, a po moich słowach wszyscy zaczęli się śmiać. Jeździliśmy jeszcze jakieś 5 biegów. Zajmowałam zazwyczaj drugie lub trzecie miejsce. Raz się zdarzyłam czwarte, ale ani razu nie udało mi się wygrać, w końcu zawsze jeździł Michael albo Bartek. Po skończonym treningu wszyscy udali się do szatni. Ja poszłam pod prysznic, przy okazji śpiewając piosenkę Imane- ‘You will never know’. Myjąc głowę śpiewałam wers ‘I will never show’, gdy usłyszałam ruch otwieranych drzwi. Szybko owinęłam się ręcznikiem i wyszłam. Zobaczyłam, że do pomieszczenia wbiegł malutki kotek. Zaśmiałam się ze swojej naiwności, przecież nikt inny by tu nie wszedł. Do domu odwiózł mnie Bartek. Po drodze jeszcze sobie porozmawialiśmy. Byłam wykończona, ale bardzo szczęśliwa, podobał mi się dzisiejszy trening. Przyszłam do domu i od razu się położyłam spać.
Następnego dnia obudził mnie dzwonek w telefonie: była 9. Już wiedziałam, że zaspałam do szkoły, więc stwierdziłam, że do niej nie pójdę, w końcu był już czwartek, za kilka dni mecz z Rzeszowem, trzeba było się przygotować. Ubrałam rurki, luźną bluzkę z krótkim rękawem i przeszłam się na stadion. Gdy tylko weszłam zauważyłam, że na stadionie jest już Tomek i Matej. Podeszłam do swojego motoru i zaczęłam się przebierać. Zanim zdążyłam cokolwiek zrobić podszedł do mnie Matej i przywitał się ze mną: Przytulił i powiedział ‘Cześć’ z uśmiechem. Nie mogłam wydusić z siebie słowa. Stałam jak skamieniała. Mężczyzna się odezwał:
-Co tam u Ciebie? Tęskniliśmy za Tobą, mogłabyś częściej wpadać na stadion, może byśmy razem potrenowali?- Matej widząc, że nie odzywam się zapytał tylko- Wszystko w porządku? Dobrze się czujesz?
-Tak, tak, pewnie… Przepraszam Cię, ale muszę już iść. – Po moich słowach Słoweniec zrobił zawiedzioną minę.- Ale, ale, piękna, czekałem na Ciebie tyle czasu!- Zrobiłam jeszcze większe oczy, ale nie odezwałam się i poszłam jak najszybciej w kierunku toalety. Niestety, po drodze zaczepił mnie Tomek:
-Hej młoda, jak tam? Może jutro trening? Zresztą, zaraz wracam, muszę porozmawiać z Matejem, potem się umówimy. Poza tym, tam ktoś czeka na Ciebie- pokazał ręką w kierunku toru. Przy wjeździe stał Niels i machał do mnie, uśmiechając się promiennie.
Ostrożnie podeszłam do starszego kolegi, rozglądając się przy okazji, czy nikt mnie nie kręci. Nikogo nie zauważyłam, więc podeszłam do mężczyzny. Iversen tylko do mnie podszedł i przytulił, mówiąc: Cześć, kochanie. Myślałam, że się przesłyszałam, nie wiedziałam, co jest grane.
-Dobra, Niels, dzięki, ale to jest jakaś ukryta kamera, czy co?- zapytałam po angielsku.
-Ale księżniczko, jaka ukryta kamera? Chodź tu do mnie, stęskniłem się.- powiedział Duńczyk i wyciągnął ręce, chcąc mnie objąć, ale udało mi się zrobić unik. Niels zrobił zawiedzioną minę. Po chwili podszedł do nas Matej.
-Cześć, cześć, cześć, zakochańce! Trochę za gorąco na trening, może pójdziemy gdzieś? Co Wy na to?
-Przykro mi, ale mamy plany, jedziemy gdzieś we dwójkę, może następnym razem?- spytał Niels z chytrym uśmiechem.
-No dobra, dobra, nie będę Wam przeszkadzał, idę z Tomkiem na pizze. To do jutra.
-No, to pa.- zakończył rozmowę ze Słoweńcem.- A teraz jedziemy do Ciebie, przebierzesz się i zabieram Cię na wycieczkę. – mężczyzna ruszył w stronę samochodu, ciągnąc mnie za rękę. Zaskoczona poszłam za nim.
Odwiózł mnie do domu, a ja poszłam do góry się przebrać. Ubrałam zwiewną sukienkę i szpilki, zgodnie z zaleceniami nowego chłopaka, nałożyłam trochę pudru i musnęłam rzęsy tuszem. Wychodząc powiedziałam rodzicom, że jadę z Nielsem. Nawet się nie zdziwili i powiedzieli, żebym się dobrze bawiła.
Wsiadłam do samochodu. Mężczyzna, który na mnie czekał spojrzał na mnie z uwielbieniem, ale się nie odezwał, tylko od razu ruszył. Po jakiś 10 minutach jazdy dojechaliśmy na miejsce. Znajdowaliśmy się na niewielkiej polanie w środku lasu. Gdy wyszłam z samochodu, zauważyłam, że na ziemi leży mięciutki koc i koszyk, sceneria prawie jak w komedii romantycznej. Usiedliśmy, a chłopak zaczął wyciągać pyszności: naleśniki ze szpinakiem, muffinki z czekoladą i croissanty. Jak tylko wszystko wyjął zaczął:
-I jak Ci się podoba, kochanie? Sam robiłem- powiedział z wyraźnym zadowoleniem, oczywiście po angielsku.
-No… Bardzo mi się podoba- powiedziałam ostrożnie.- Ale z jakiej to okazji?
-Głuptasku, jak to z jakiej? To za to, że jesteśmy ze sobą. Zakochuje się w Tobie z dnia na dzień coraz bardziej- powiedział po angielsku lekko speszony swoim wyznaniem, lecz po chwili powiedział normalnym tonem.- A teraz posłuchaj, czego się nauczyłem, specjalnie dla Ciebie! No więc- Duńczyk zrobił krótką przerwę, wziął głęboki oddech i powiedział po polsku- Kocham Cię najbardziej na świecie!
Myślałam, że się przesłyszałam. Zamknęłam oczy i zaczęłam się zastanawiać, co się dzieje. Skierowałam oczy  w stronę słońca, ponieważ przyjemnie smagało mnie w twarz. Po chwili poczułam cień na twarzy. Domyśliłam się, co Niels chce zrobić, ale nie zamierzałam otworzyć oczu.
____Eh, jest słabo, bardzo słabo... Tak samo jak w życiu uczuciowym... No ale cóż, świat bywa okrutny, liczę na obiektywną krytykę : )

środa, 6 lutego 2013

Rozdział 7!

Koło 19 zwinęliśmy się do domu. Po drodze zaczęliśmy rozmawiać:
-Michael, powiedz mi szczerze, co się stało, że zacząłeś się do mnie odzywać? W taką nagłą przemianę nie wierzę…
-To przez ten mecz z Zieloną… Widziałem, jak walczysz, jak Ci zależy, nie poddajesz się… To mi zaimponowało, zobaczyłem, że to nie jest jakaś zachcianka rozkapryszonej nastolatki, tylko to jest Twoja pasja.
-Czemu nikt wcześniej nie mógł ze mną o tym porozmawiać? Jakoś wcześniej nikt nie brał tego pod uwagę… Naprawdę dużo mnie kosztowało wpasowanie się do drużyny, w której nikt mnie nie chciał… To bolało.- powiedziałam ze smutkiem.
-Przepraszam Cię jeszcze raz, nie pomyślałem, to też jest moja wina…- Widać było, że Michael był zakłopotany.
-Teraz już nie ma za co, ważne, je chociaż część drużyny jest po mojej stronie.
-Młoda, nie martw się. Teraz będzie tylko lepiej. Dobranoc.- przy ostatnim słowie nachylił się i dał mi buziaka w policzek. Nawet nie zauważyłam, jak znaleźliśmy się na miejscu.
-Dzięki za wszystko, Jensen, straaasznie poprawiłeś mi humor. Do obaczenia jutro!- z tymi słowami opuściłam samochód i udałam się do domu.
Do końca tygodnia w każdej wolnej chwili trenowałam na stadionie. W niedziele pojechałam z drużyną do Zielonej Góry na mecz. Z zaciekawieniem oglądałam, jak chłopacy przygotowują się do niego bez Mateja, który wszystko obserwował z parku maszyn. Po dwóch biegach byliśmy już 4 punkty w plecy. Widziałam zdenerwowanie na twarzy kolegi z kontuzją. W głębi duszy miałam jednak nadzieję, że wygramy, w końcu była duża stawka, Derby Ziemi Lubuskiej, chyba najważniejsze wydarzenie dla kibiców obu drużyn. Po piątym biegu wychodziliśmy już na prostą, ale zaraz potem zaczęliśmy znowu je tracić. Sytuacja była niepewna, losy meczu nie były przesądzone. O zwycięstwie miał zadecydować ostatni nominowany bieg. Niestety, okazało się, że przegraliśmy go 2-4, tym samy przegrywając cały mecz. Zielonogórzanie bardzo się cieszyli w parku maszyn, żeby zaraz go opuścić, by udać się do kibiców, aby wraz z nimi świętować zwycięstwo. Za to cała nasza drużyna miała smutne miny. Gdy tylko Niels wjechała do parku maszyn, Matej wziął go na bok i zaczął o czymś szybko rozmawiać. Ja podeszłam do juniorów, którzy nie byli w najlepszych humorach. Zaczęłam:
-No cześć chłopaki.
-Cześć-powiedzieli chórem.
-Jak tam po meczu?- zapytałam z troską w głosie.
-No co, przegraliśmy. Ale zastanawia mnie jedno, czy gdybyś Ty jechała, nie wygralibyśmy tego meczu…- Powiedział Bartek.
-Jasne, bo ja na pewno zrobię 12pkt., nie?- powiedziałam ze śmiechem.
-Jasne, od razu komplet. Nie, chodzi nam raczej o to, że Tomka i Nielsa tak często by nie puszczali, a dzięki temu może wygralibyśmy ten 15 bieg?- z tymi słowami zwrócił się do mnie Adrian.
-Tak, ale nie powiedziane, że jakbym zdobyła tyle samo punktów co seniorzy, równie dobrze mogłabym zebrać same 0…
-Dobra, nie ma co gdybać, chodźcie, pakujemy się i jedziemy do domu.- powiedział Jepsen z otuchą.
Po powrocie z Zielonej wszyscy rozeszli się do swoich domów. Na szczęście udało nam się umówić, żeby przyjść na stadion potrenować.
W poniedziałek o 16 przybyłam na miejsce. Bartek i Michael już byli na miejscu.
-Czeeeeść- powiedziałam
-Hej, młoda- powiedział Michael.
-No cześć, cześć. Dzwoniłaś do Adriana?- z tymi słowami zwrócił się do mnie Bartek.
-Tak, powiedział, że będzie za jakiś 5 minut.
-Okej, to czekamy na niego. Jak tam w szkole?- znowu rozmawiałam z Bartkiem.
-A nic, oprócz tego, że część uczniów patrzy się na mnie, jakby chcieli mnie zabić.
-A Ty nic nie słyszałaś? -Michael zrobił wielkie oczy, a ja pokręciłam przecząco głową. – Wszyscy uważają, że kręcisz z Dudkiem, ktoś zresztą widział Was, jak się całujecie.
-Do tego uważają, że zdradziłaś naszą drużynę, w końcu on jest z Falubazu. – dodał Bartek.
-No nie, tylko nie to, tego mi brakowało… Jak mogę z nim kręcić, jak mało mnie nie zabił na derbach?!- mówiąc to nie widziałam, że za mną stoi Adrian.
-No no no, widzę, że koledzy mają wybujałą wyobraźnię.- powiedział nowo przybyły chłopak. Odwróciłam się i ze zdziwieniem zapytałam:
-Co masz na myśli, Adrian?
-Jak to co? Bartek, Michael?!
-No dobra, żartowaliśmy. Nie przejmuj się ludźmi w szkole. Jak będziesz jeździła dobrze i zdobywała punkty dla drużyny to będą Cię kochać, a jak coś zawalisz będą się patrzyć na Ciebie tak jak teraz. – powiedział Michael
-Nie no, super… -powiedziała zrezygnowana
-Ej, ale spójrz na to z innej strony!- krzyknął zadowolony Bartek. – Gorzej jak teraz, już nie będzie!
-Łał, ale pocieszenie- powiedziałam z trochę lepszym humorem. -Dobra, jedziemy ćwiczyć?
-Pewnie- odpowiedzieli chórem.
_____
Tak więc oddaję Wam kolejny rozdział. Zastanawiam się, ale raczej tak luźno, czy nie pisać tego opowiadania dalej w Wordzie, nie chcę zbytnio zaśmiecać internetu, wolę Wasze opowiadania :D Nie potrafię dopasować czcionki, jaka by mi psaowała, bo jedna jest za duża, a druga za mała -.- Uhhh. W szkole maaaasakra, byle do weekendu. No to idę się uczyć. Miłego dnia wszystkim : )
PS.siedem moja ulubiona liczba! Powinien być też udany rozdział, niestety jest jak widać :c